Nie bacząc na nieprzychylną aurę, zwiastującą zapewne jakoweś nieszczęścia, znów wkroczyliśmy w nieprzebytą głębinę bieszczadzkiej puszczy, by zbadać legendę grodziska „Fajka”. Na czele naszej wyprawy stał doświadczony krasnolud na 24 levelu. Tak Leifr, to o Tobie! Uważając by nie zboczyć na ścieżkę szaleństwa, przedzieraliśmy się przez bezkresne lasy, gęsto porastające ufortyfikowane niegdyś wzgórze, by znaleźć eee… Kilka grzybów i stertę kamieni.

Byli to, jak mniemam, niemi świadkowie tragedii, która rozegrała się w tym miejscu setki lat temu. Chyba. W sumie to nie wiem… Mniejsza z tym! Szukając dalszych śladów zabrnęliśmy za daleko w głąb boru… Tam, dzięki memu męstwu, odegnaliśmy pradawne drzewce strzegące matecznika, zasypując je gradem dwóch oszczepów. To była bitwa… Cóż, wróciwszy szczęśliwie udaliśmy się do domów… Ja zaś czekam na nasze kolejne, wspólne przygody.