Dzika żądza przygód znów pchnęła w nieznane naszą zgraję podejrzanych indywiduów. Prowadzeni przez tajemniczego Leśnego Ducha wkroczyliśmy w dzikie ostępy rezerwatu przyrody Zabłocie. Ślepo podążając w gęstą knieję zapomnieliśmy o ostrożności… Zwiedzeni pradawną mocą błądziliśmy po borze przedzierając się przez hordy bezlitośnie kąsających nas krwiopijców i zwodnicze jary, ziejące na nas oparem śmierci.

Zapewne przepadlibyśmy w głębi matecznika, gdyby nie odwaga, opanowanie i roztropność najpotężniejszego… Nie no, gdyby Ivarr mi nie powiedział, że idę w złą stronę, to pewnie tkwilibyśmy tam nadal… W każdym razie dotarliśmy na miejsce cali i zdrowi. Ja zaś czekam z niecierpliwością na nasze kolejne, wspólne wyprawy.