Był zimny i deszczowy poranek, gdy kolejny wóz pełen sennych rekonów dotarł do Skansenu Archeologicznego Karpacka Troja w Trzcinicy. Normalnie w taką pogodę nie wychyliłbym nosa spod ciepłej pierzyny, ale ten dzień nie był taki jak inne. To był nasz dzień! Ta edycja Europejskich Dni Dziedzictwa należała do ZBiR-ów! Plany były dość ambitne, a ponieważ do ogarnięcia było całkiem sporo rzeczy, musieliśmy postawić w stan gotowości wszystkie nasze rezerwy. Wielka mobilizacja przyniosła tak dobre efekty, że nawet Małżonki naszych Drużynników poczuły się w obowiązku, by wspomóc wspólne starania! W teorii mieliśmy po prostu przybliżyć zwiedzającym obrzędowość mieszkańców średniowiecznej Europy. W praktyce jednak musieliśmy wspiąć się na wyżyny kreatywności, by połączyć w jedną całość trzy filary dobrej rekonstrukcji: wierność źródłom, widowiskowość i świetną zabawę. Zaczęliśmy nieskromnie – powrotem wodza z wyprawy łupieżczej. Jednak to nie ociekający bogactwem Snorri, Kruk Wojny, wywołał największy zachwyt, a jeden z jego wojów – Mścisław, ciągnący na postronku niezwykle żywotną niewolnicę. Małżonka wodza, niczym Walkiria, przywitała nas rogiem pełnym złocistego miodu. Ten znak nie pozostawił nam wątpliwości – mogliśmy w końcu zacząć ucztę! Trunków i jadła nie skąpiono nikomu, a wesołe rozmowy skupiły żądną opowieści gawiedź przy długich lipowych stołach. Biesiadę przerwało dopiero pojawienie się zbrojnego mnicha Thangbranda i jego spór z włochatym berserkiem Ottrygiem. Jak się okazało, krzewienie wiary mieczem było nie tylko domeną krzyżaków, więc wesoły nastrój szlag trafił. By uciec od wielkiej polityki wieków średnich wyruszyliśmy wspólnie na spotkanie z naczelnym przedstawicielem średniowiecznej patologii – Egilem. To właśnie dzięki niemu widzowie mogli się dowiedzieć, że burdy na derbach Rzeszowa mają tradycje głęboko zakorzenione w średniowiecznej Skandynawii, a także to, że „zawsze i wszędzie Skallagrim berserkiem będzie”.
Z boiska, które nieprzypadkowo znajdowało się na środku pola bitwy, wyruszyliśmy pod strzechę Torfinna, by przekonać się, że Egil był nie tylko wybitnym sportowcem, ale też uzdolnionym medykiem. Dość powiedzieć, że medycyna w wykonaniu naszego bohatera sprowadzała się do żartu starego jak świat – chłop się za babę przebrał. Na dobicie – i to dosłownie – mieliśmy możliwość być świadkami holmgangu, w trakcie którego Egil mierzył się z niejakim Ljotem. O co im poszło? Cholera wie, bo jedynymi argumentami zwaśnionych stron były wzajemne obelgi przyrównujące oponenta do małego liska lub tchórzliwego zajączka. Zwieńczeniem naszych starań był jednak pogrzeb wodza według opisu Ahmada ibn Fadlana. Oczywiście, nie dało się uniknąć teatralnych forteli i umowności, ale to właśnie dzięki temu Snorri nie spłonął, niewolnica nie została zgwałcona, a Czcibor nie ściągnął gaci do rozpalania stosu (choć niewiele brakowało). Żar paleniska powoli dogasał, gdy my pakowaliśmy wozy na drogę powrotną. Całe szczęście nie zdążyliśmy przed oberwaniem chmury, dzięki czemu wszystko i wszystkich zlało, a wyjazd można było zaliczyć do udanych. Zmęczeni, przemoczeni i głodni wyruszyliśmy w drogę powrotną. No cóż… Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak czekać na nasze kolejne, wspólne przygody!
 
Z tego miejsca serdecznie dziękujemy Dyrekcji i Kierownictwu Karpacka Troja Official Page za możliwość poprowadzenia tegorocznych Europejskich Dni Dziedzictwa w Trzcinicy, pracownikom Skansenu – Gabrysi, Magdzie i Michałowi – za ogromną pomoc w realizacji tego przedsięwzięcia oraz Drużyna Wojów Bolesława za nieocenione wsparcie w „darciu mordy i robieniu tłumu” w czasie pokazu!